Ciało, ciałko, obiecuję, że zostanę z Tobą aż do śmierci. I będę dbać, wspierać i pieścić… Nie! Wróć! Będę katować dietami, unikać twojego widoku w lustrze i kochać się tylko przy zgaszonym świetle, żeby ukryć to, co sobie wyobrażam, że powinnam ukryć. A Ty Droga Czytelniczko, którą wersję wybierasz dla siebie na dojrzałe życie? Lubisz swoje ciało po latach używania go, nie zawsze pewnie, zgodnie z przeznaczeniem? Nie będę się wymądrzać, co powinnaś, a czego nie. Mam tylko jedną prośbę: spojrzyj na swoje dojrzałe ciało bez uprzedzeń.

Powiem Ci, że naprawdę szczerze się cieszę, że przyszło nam, kobietom 40+ dorastać bez social mediów. Bez tej całej presji zniekształconych filtrami ciał, które udają prawdzowe ciała i wmawiają, że tak powinnyśmy wyglądać. Z drugiej strony, pamiętam doskonale wybory miss relacjonowane w czarno-białym TV i stwierdzenia o idealnych proporcjach (90-60-90). Pamiętam katalogi Quelle, które zachłannie oglądałam podziwiając zachodnie modelki na stronach z bielizną. Tak, że to nie tak, że nie miałyśmy presji i jakichś tam, kreowanych przez “znawców”, wzorców.

Oczywiście jedna sprawa to dorastanie, a druga to już funkcjowanie jako dorosła kobieta. I tutaj nie uciekniemy od świata, opinii i “ideałów piękna”. To wpływa na nas bardzo mocno i powoduje, że niekoniecznie przyjaźnie patrzymy na siebie w lustrze. Znam historie kobiet, które wręcz przebierają się tak szybko, żeby przypadkiem nie uchwycić widoku swojego ciała w lustrze. Rozumiem to w jakiś sposób. Bo przecież, która z nas nie chciałaby wejść znowu w te dżinsy sprzed 20 lat, w których jak już, to widać było wystające kości biodrowe, a nie wystający brzuch (true story! to mój przykład, kiedyś miałam tak płaski brzuch). Tyle, że, zanim zaczniemy temu naszemu dojrzałemu ciału mówić: nie lubię cię, warto na chwilę się zatrzymać i zastanowić po co mu tak mówimy?

Nie mam zamiaru sprzedawać tu głodnych pseudocoachingowych kawałków, że “jesteś piękna, moc jest w Tobie”. I nie myślę o sytuacjach kiedy nasze ciało wygląda w określony sposób z powodu choroby. Nie, myślę o ciele większości z nas: dojrzałym, które już coś przeżyło i wiele rzeczy doświadczyło. Czy takie ciało powinno wyglądać jak to sprzed 20 lat? Dla mnie to wręcz fizycznie niemożliwe. Bo – uwaga, będzie odkrywanie Ameryki – starzejemy się i naturalnym jest, że i nasze ciało się zmienia. Zaokrągla. Wysusza tu i ówdzie. Zwisa bez jędrności. Ulega grawitacji. Dopóki jest zdrowe i o nie dbamy, to niech sobie będzie jakie jest, bo to NATURALNE.

Długo tego nie rozumiałam. Jak mówiłam “oh, no trochę mi się przytyło”, to tylko po to, żeby usłyszeć od ludzi, że skąd, wcale nie widać. Mogłam wtedy z zadowoleniem poklepać się po okrągłym brzuszku i stwierdzić: No! Świat mówi, że nie jest źle. Albo stwierdzałam: Dopóki podobam się mężowi, jest OK. Widzisz schemat? Możliwe, że sama w nim tkwisz. Bo tak nas nauczono. To ważne, co świat i ludzie wokół o nas i naszym ciele myślą. Tylko sprawa jest taka, że nasze ciało nie zostało stworzone, żeby komukolwiek zapewniać jakieś bliżej nieokreślone wrażenia estetyczne.

Kiedy zrozumiałam, że takie podejście jest bez sensu? Nie, nie było żadnego wydarzenia na pograniczu życia i śmierci. Pewnie to był proces, ale w pewnym momencie dotarło do mnie, że zwyczajnie mi się nie chce. Nie chce mi się wbijać w przyciasne dżinsy, bo ktoś powiedział, że takie są modne. I nie chce mi się wspasowywać w cudze linijki. Bo w sumie nie mam czasu na przejmowanie się takimi głupotami jak cudze opinie. I wiesz, zaczęłam patrzeć na siebie z czułością. I tę czułość regularnie praktykować.

Co robię?

  • Regularnie i z przyjemnością oglądam w lustrze swoje nagie ciało. Jestem detektywką i historyczką w jednym: tropię nowe dowody dojrzałości i wspominam wydarzenia, po których ślad został na moim ciele.
  • Funduję sobie bezwstydne sesje głaskania. Bez erotycznych podtekstów, ale każdym nerwem pokazuję swojemu ciału, że jest OK.
  • Zdarza mi się tańczyć na golasa do bardzo głośno włączonej muzyki. Ależ w tym jest jakaś pierwotna moc! Bardzo Ci polecam, spróbuj.
  • Mam ulubioną zatoczkę na ulubionym jeziorze, w ktorej kąpię się na golasa. Taka nocna kąpiel pod rozgwieżdżonym niebem to najbardziej sensualne przeżycie.
  • Nie przebieram się ukradkiem, a wręcz dłuższą chwilę spedzam nago, żeby ciało mogło poczuć jak najwięcej.
  • Patrzę na siebie z uznaniem. Ba! Głośno to uznanie wyrażam, mówiąc sama do siebie: Ale mam fajne cycki!

 

Marzy mi się świat, w którym dojrzałe kobiety lubią i kochają swoje ciała. Mam nadzieję, że tym tekstem choć trochę dodałam Ci odwagi, żeby zacząć szukać swoich sposobów na wyrażanie tych uczuć. A może skorzystasz z któregoś powyżej? Daj znać, jeśli tak.

G-Y9T5BWDMZD